Czwarty pokój za ponad ćwierć miliona. Tyle dopłacają kupujący w największych miastach.
W największych miastach za czwarty pokój można dziś słono dopłacić. Kupujący, którzy chcą przejść z mieszkania trzypokojowego na czteropokojowe, planują zwiększyć budżet średnio o 273 tys. zł, czyli o 41,2%. Dla porównania przejście z czterech do pięciu pokoi podnosi budżet już tylko o 2,6%. Czy zatem dodatkowy pokój dla dziecka, gabinet do pracy lub przestrzeń dla seniora może się stać jedną z najdroższych decyzji mieszkaniowych? Sytuację komentuje Paweł Jarząbek, menedżer ds. badań i analiz w Otodom.

„Największe wyzwanie zaczyna się tam, gdzie kończą się mieszkaniowe kompromisy. Mieszkanie trzypokojowe często da się jeszcze dostosować do różnych potrzeb rodziny, pracy zdalnej czy codziennego funkcjonowania kilku domowników. Czwarty pokój zmienia jednak standard życia. To może być osobna sypialnia dla dziecka, gabinet lub pokój dla starszego rodzica. Za taką przestrzeń kupujący są dziś gotowi zapłacić bardzo dużo”, wyjaśnia Paweł Jarząbek, menedżer ds. badań i analiz w Otodom.
Czy większe mieszkanie oznacza ucieczkę za miasto?
Niekoniecznie. Wysoka cena czwartego pokoju nie jest równoznaczna z tym, że kupujący szukają tańszej alternatywy poza miastem. Dane z badania przeprowadzonego na użytkownikach portalu Otodom pokazują odwrotną tendencję. Im większego mieszkania pod względem liczby pokoi poszukują klienci, tym częściej chcą pozostać w granicach administracyjnych największych miast. W przypadku lokali pięciopokojowych tak deklaruje niemal 82% respondentów zainteresowanych zakupem nieruchomości. To może zaskakiwać, ponieważ większe potrzeby mieszkaniowe często kojarzą się z przeprowadzką do domu pod miastem albo wyborem tańszej lokalizacji na obrzeżach aglomeracji. Pamiętajmy jednak, że duże mieszkanie w mieście daje coś, czego nie da się zastąpić metrażem, czyli dostęp do szkół, komunikacji miejskiej, usług, pracy i infrastruktury życia codziennego. Dla rodzin z dziećmi lub osób opiekujących się starszymi bliskimi lokalizacja może być więc równie istotna co liczba pokoi.
Kto kupuje pięć pokoi ten bierze, co jest
Kupujący pięciopokojowe mieszkanie mają mniejszy wybór, dlatego poszukują nieruchomości zarówno na rynku deweloperskim, jak i wtórnym. Z badania preferencji użytkowników serwisu Otodom wynika, że aż co trzeci respondent zainteresowany zakupem takiego mieszkania deklaruje, że nie jest dla niego istotne, czy to będzie lokal nowy czy z drugiej ręki. To ważna zmiana, bo przy mniejszych mieszkaniach nabywcy częściej mają jasno określone oczekiwania wobec typu nieruchomości.
„W segmencie mieszkań pięciopokojowych szczególnie widać niską podaż takich nieruchomości. Z tego powodu oraz wysokich cen tego typu lokali nabywcy są elastyczni i deklarują zakup nawet mieszkania do remontu czy w starszym budownictwie, jeśli tylko spełni ono ich kryteria budżetowe i przestrzenne. Kluczowe staje się nie to, z którego rynku pochodzi mieszkanie, ale czy pozwala zmieścić potrzeby całej rodziny w granicach miasta”, mówi Paweł Jarząbek.
Po co komu takie duże mieszkanie?
Dzisiaj wielopokojowe mieszkanie kojarzy się jeszcze z rodziną z dziećmi. Często też z pracą zdalną, czyli aranżacją dodatkowej przestrzeni na potrzeby zawodowe. Czwarty lub piąty pokój bywa potrzebny z uwagi na opiekę nad seniorami. Długoterminowo zmiany demograficzne, jakie następują, mogą wpłynąć na przeznaczenie większych mieszkań. Główny Urząd Statystyczny wskazuje, że w ubiegłym roku na 100 wnuczków, czyli osób w wieku 0-14 lat, przypada już 148 mieszkańców Polski powyżej 65 roku życia. Wskaźnik ten, określany jako indeks starości, z roku na rok rośnie.
„Można więc przypuszczać, że lokale te nie znikną z rynku, ale mogą stać się miejscem wybieranym przez rodziny patchworkowe, osoby łączące życie prywatne z zawodowym, a także opiekunów wielopokoleniowych. Przy wysokich kosztach najmu część dużych lokali może być również wykorzystywana jako przestrzeń współdzielona choćby w modelach zbliżonych do colivingu”, podsumowuje ekspert Otodom.